kanarki

Kwiecień 22, 2007

Ta historia, to płynne przejście z poprzedniej. Wrócę jednak do samego początku, aby wyjaśnić dzisiejsze zajście..
Jakiś czas temu podjąłem po raz kolejny wewnętrzną decyzję dotyczącą bogactwa. Postanowiłem, że moje myśli i czyny dążyć będą do jego zrealizowania w moim życiu. Zainspirowany słowami Wallace Wattles’a („Nauka jak zostać bogatym”), podjąłem kroki ku temu, aby przyciągnąć do swojego życia więcej pieniędzy. W ciągu dwóch dni, podczas czytania książki, przyszły do mnie dwie propozycje pracy na wykonanie określonych usług. Jedna w firmie architektonicznej w Poznaniu – pomoc w wykończeniu dokumentacji, a druga z Edynburga – obróbka zdjęć itp. Oczywiście oby dwie przyjąłem, czemu nie. Przecież obie na moją prośbę..

Dzisiejszego ranka – niedziela – zaspałem do pracy. Zdążyłem tylko umyć zęby, ubrałem się i biegiem na autobus. Zazwyczaj kupuję bilety miesięczne, bądź trzymiesięczne na kartę. Od kilku dni nie miałem wykupionego biletu, więc korzystałem z biletów jednorazowych. Jednakże dzisiaj z rana nie miałem czasu ich kupić, tym bardziej, że to niedziela. Pomyślałem sobie, że jeszcze nigdy nie sprawdzali mi biletu w autobusie, więc nie ma problemu. Jak dojadę do tramwaju, to wtedy go kupię.
Tak szczerze, to nie czułem komfortu podróżując w ten sposób, ale co tam. Bezskutecznie próbowałem zagłuszyć wewnętrzny niepokój logiką – skoro nigdy nie sprawdzali, to teraz też nie:
-‚Przestań się na tym koncentrować, bo przyciągniesz.’ – tak sobie powtarzałem co jakiś czas…
No i co?..

No i przyciągnąłem.
Przed ostatnim przystankiem!
Kanarki.

-‚Dzień dobry. Bileciki do kontroli. Proszę (do kierowcy) o zablokowanie kasowników!’ – no i idą.
-‚Ja pie…… .’ – pomyślałem z rezygnacją. Brak mi innych słów. Trochę mnie to śmieszy, ale nic. Gramy. Daję swoją kartę choć wiem, że nie ma ważności.
-‚Niestety karta nieważna. 17-tego miała ostatni dzień.’ – podsumował.
-‚A który dzisiaj jest?’ – naiwnie zapytałem.
-‚Dwudziesty drugi.’
Cóż. Z tym argumentem nie będę się spierał.
-‚Najlepiej, proponuję panu, aby teraz zapłacić.’ – kontynuuje.
-‚A ile teraz?’ – zapytałem.
-’35 zł.’ – odparł.
-‚Ok.’ – a co innego miałem powiedzieć? Dałem mu 40 zł. Coś spisywał z karty numery. Czekam na 5 zł. Póki co się nie pojawia. Nie omieszkam mu przypomnieć. Koleś spoko, nawet taki miły. Zaczął mi tłumaczyć, że jak się kupuje kartę na miesiąc, to nie jest ona ważna od np 17.IV do 17.V, tylko czasem nawet do 15.V. Tak, abym wiedział i nie musiał więcej płacić. No spoko. Rozumiem, ale z grzeczności wysłuchuję do końca. On też taki dziwnie sympatyczny, koleżeński wręcz.
Patrzę się na niego z oczekiwaniem, aż w końcu załapał. Aaa, 5zł.
-‚A jak.’ – pomyślałem. Facet powiedział jeszcze kilka słów, prawie mi uścisnął rękę i poszedł. Przynajmniej był miły.

Wysiadłem na przystanku…
I tak sobie myślę…
Nic nie podpisałem…
Nic od niego nie dostałem…
…..
……
Głęboki wdech i prawie śmiech.
Ludzie potrafią o siebie zadbać.
Kilka dni temu akwizytor, dzisiaj kanarek.
Takie motto, które chciałbym zadedykować wszystkim ludziom działającym w podobny sposób:
„Wykorzystać każdą dziurę, z której coś poleci.”

Ze szczerymi życzeniami:
„Doskonałej prosperity i mądrości, aby nie musieć tak kręcić. Bo przecież trzeba czasem spojrzeć w lustro.”

No nic. Nauka w tym też dla mnie. Moja podświadomość jest uczciwsza niż ja sam. Wyrównała rachunek za przejazd autobusem. To nic, że przepłaciła tylko 33,60 zł.
Nie ma przypadków.

Potraktuję to jako inspirację.

akwizytor

Kwiecień 18, 2007

Tak na początek muszę się zwierzyć, że nie czytam blogów. Nie interesowały mnie nigdy pierdoły, o których pisze ktoś kogo nie znam. Czasem mój brat podsyłał mi linki do co ciekawszych wypowiedzi. Pośmiałem się trochę pod nosem, było fajnie i to na tyle. Sam więc nie wiem dlaczego to piszę. Pewnie dlatego, że dzisiaj napisałem tekst o pani akwizytor, która zawitała w moje progi i przesłałem go bratu (brat się pośmiał i mówi, że całkiem niezłe). Spotkanie z panią akwizytor było tak ‚magiczne’, że zbierałem się po nim dobrą godzinę. Informacje przychodziły do mnie jako flashback podczas rzeźbienia. Śmiałem się pod nosem trochę jak obłąkany, kiedy przypominałem sobie szczegóły. Postanowiłem wtedy, że to opiszę.
Poniżej ten tekst.
Piszczy mi w lewym uchu.

„Pani akwizytor

Dosłownie kilka godzin temu zjawiła się u mnie pewna pani podając się za studentkę nie wiadomo jakiej uczelni – ważne przecież, że studentka – i powiedziała, że w ramach praktyk (chyba ogłupiania klientów), pomagają dzieciom specjalnej troski (czytaj ‚klientom’ – pozbyć się pieniędzy).
Cóż, pierwszy mój odruch był a’la wymiotny, ale jak mnie ładnie nauczono, z uprzejmości pozwoliłem pani dokończyć zdanie. Wszak dobre maniery mówią, aby wysłuchać do końca co ktoś ma do powiedzenia.

Na początku dostałem do ręki cd, na okładce której widniał Jan Paweł II, a w tle słuchałem opowieści o dzieciach specjalnej troski (największym super ruchem akwizytora, taką specjalnością, jaką w grach posiada bohater, jest powstrzymywanie! Akwizytor musi przez całe show powstrzymać się od śmiechu ze swojego kitu!).
W pierwszym odruchu naiwności pomyślałem sobie, że jeśli za darmo dostaję płytę z nagraniem audio, to czemu nie wziąć, przecież mogę ją wyrzucić zaraz jeśli nie przypadnie mi do gustu. Oczywiście po chwili się opamiętałem i zacząłem wietrzyć podstęp.
Na przeciw wyszła oczywiście moja ulubiona wyuczona reakcja – mianowicie drugi odruch naiwności. Nadzieja, że zostanę poinformowany tylko „co łaska”. Kiedy formułowałem to pytanie, dotyczące pieniędzy (wierząc jeszcze, że ukrócę ten proceder zanim rozwinie się tak, że nie zdołam z niego wybrnąć) ujrzałem spis poprzednich ofiar pani akwizytor.
W kolumnach obok, przy każdym podpisie, była wpisana liczba kupionych sztuk, a za nią suma ’20zł’. Dodam tylko, tak aby pojawił się punkt zwrotny (zawrotny) mojej opowieści, przy KAŻDYM nazwisku była wypisana jakaś suma i ilość kupionych sztuk. Niby nic, bo przecież mogłaby wpisywać nazwiska tylko tych, którzy coś kupili, ale jednak.. .

Nagle zaświtał mi pomysł, który delikatnie miał rozwiązać ten problem kupna katolickiej płyty i zakończyć naszą rozmowę. Teraz wiem jak idiotycznie to brzmi: „Ale ja nie jestem nawet katolikiem.” – to zdanie, to było takie moje wewnętrzne, nieśmiałe błaganie do pani, aby zrozumiała, że nie jestem zainteresowany tematem i sobie poszła.
Moja naiwna, wręcz emocjonalna prośba nie została wysłuchana i nadal wbrew swojej woli uczestniczyłem w przedstawieniu z uśmiechem, czując podskórnie, że jestem dymany.

To co przyszło potem, to był cios poniżej pasa: „Ale my mamy też Lady Pank i Ira.”

I znowuż wyszła na przeciw stara szkoła dobrego wychowania (wszystkie moje autorytety z lat dzieciństwa powinny być teraz ze mnie dumne!):
-‚O, to już lepiej.’ -odparłem. Nie mogłem uwierzyć, że to powiedziałem! Boże, jakim ja jestem dobrym aktorem! Sam siebie wydymałem! Moją intencją było załatwienie tego w ładny i płynny sposób z uśmiechem na twarzy, gdzie obie strony są zwycięzcami, itp., ale za daleko się zapędziłem. Chciałem pokazać, że jestem kimś kto szybko podejmuje słuszne decyzje i nie ma z tym problemu.
Chciałem zaimponować pani akwizytor!
Niestety trochę to za szybko się to działo. Mój mózg zajął się aktorstwem zamiast myśleniem i wpadłem.
Jak zwierze w potrzasku, wyczerpane, już w myślach pożegnałem się z dwudziestoma złotymi, gdy nagle z odsieczą przyszedł mi kolejny pomysł(!) :”Wie pani, ale ja mam tylko kartę, nie mam gotówki.” To nie było kłamstwo, bo byłem o tym święcie przekonany. Rewelacja. Prawda podsunęła mi doskonały pomysł i rozwiązanie!

Kobieta nie odpuszczała! Przechyliła głowę na boczek sugerując, że może bym jednak spojrzał do porfela (to taki gest, kiedy mówisz komuś (nie bój się), że możesz zrobić ten przekręt, bo i tak się nikt nie dowie, a ty na pewno nikomu nie powiesz, bo nawet już teraz zaczynasz cierpieć na zanik pamięci. Taki drobny gest zagłuszania prawdy popularny wśród ziomkowstwa, ofiar, pełny niesmacznej poufałości. Że niby ty i on rozumiecie się doskonale, bo jesteście tacy sami – drobni krętacze. Tak więc możecie sobie ufać. Reszta to wrogowie, więc na pewno będziemy wobec siebie lojalni):
-‚A może jednak pan sprawdzi? (ale kity mi tu wciskasz człowieku! sprawdzaj ten portfel i nie p……)’.

Uprzejmość (a także niechęć do tego, aby ktoś myślał o tobie jak o kłamcy) każe się upewnić (a raczej tę panią), że rzeczywiście nie mam w portfelu pieniędzy. No więc zacząłem szukać portfela. Trochę to trwało, więc mówię: „No widzi pani, nawet nie mogę znaleźć portfela.” Usłyszałem uspakajającą odpowiedź, którą zaraz przytoczę, a której już nie będę komentował:
-‚Ale mi się nigdzie nie spieszy!’.

Chryste! (nie jestem katolikiem). Szukam więc tego portfela, brnąc dalej w tę farsę i nie potrafiąc jej inaczej skończyć. Pani była cierpliwa.

Otwieram przy niej… już sam nie będąc pewnym czy mam tę gotówkę czy nie. Wyciągam banknot 10zł :”Widzi pani..?”

-‚A może jeszcze w drobnych?’ – zasugerowała. „Pewnie nie”, pomyślałem, ale kiedy zobaczyłem pośród klepaków 5zł, zrobiło mi się ciepło. Potem dojrzałem 2zł…, ale potem odetchnąłem. Uzbiera się góra 18zł (oby nie powiedziała, że jej to pasuje!).

-‚Ach, no niestety. Nie mam.’ – wyraziłem z zewnętrznym rozczarowaniem, a wewnętrznym uśmiechem.
-‚Ach, no cóż.’ – rozczarowana – ‚Ale jako studenci dostajemy punkty za dobrą komunikację! Więc czy mógłby pan podpisać na znak, że stwierdza pan …’ (nie mam pojęcia co tu powiedziała, ale niech ma te punkty pomyślałem). Tak więc podpisałem…

.. nie dawało mi to spokoju przez następne pół godziny. Ktoś dostał mój podpis! Zacząłem wymyślać najgorsze scenariusze z tym związane. A potem przyszło do mnie to rozwiązanie i nagle odzyskałem spokój.

…olśniło mnie! Co za doskonały pomysł! Następny lokator dowie się teraz, że ja także, jak kilkudziesięciu innych przede mną, kupiłem płytę z papieżem! A może nawet dwie. Kto wie. W rubryce obok pojawi się cyferka i pewna suma. 100% skuteczności! Widziałem! Każdy kupił! Nasze społeczeństwo to sami altruiści!
A przecież nie lubimy się wychylać z szeregu. Tak więc Polak sobie myśli: ‚Skoro wszyscy kupili.. to ja także nie mogę być gorszy.’

Ktoś by powiedział, że przecież to tylko pieprzone 20zl. Ale nie o kasę chodzi. Tylko o niesmak, który pozostaje po tym jak ktoś Cię wydyma.”